wtorek, 31 grudnia 2013









12. WALKA O WOLNOŚĆ.

Ostatni dzień roku. Ostatnia walka. Ostatni dzień wojny.
12. WALKA O WOLNOŚĆ polega na tym, że walki nie ma.
To jest wolność. Niepodległość niczemu i nikomu. Nawet swojemu własnemu systemowi.
Pustka, którą można wypełnić zawsze czymś, na nowo.
Koniec wojny.
Biel.




środa, 20 listopada 2013




 O tym się nie mówi: 11. WALKA O NIEZALEŻNOŚĆ, czyli o „incydencie” w Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu oraz o absurdzie, granicach rozsądku, szaleństwie, nienormatywności, zawłaszczaniu przestrzeni, frustracji i konsekwencjach. Jak wejść do świata sztuki, ale na własnych zasadach?*


 11. WALKA O NIEZALEŻNOŚĆ mimo, iż nie była ostatnią, była walką ostatecznie przekraczającą granice.
 Do bojówek tym razem dołączył Kamil Wnuk, jednak będę tutaj pisać tylko i wyłącznie o swoich motywach i przemyśleniach na temat tego działania, ponieważ Kamil działał z całkiem innych pobudek.

 Pytanie podstawowe, które było moją motywacją do podjęcia 11 WALKI to: dlaczego sztuka musi być zależna od galerii, systemu wystawienniczego, decyzji i upodobań kuratorów, oceny?
Dlaczego sztuka nie może być wolna, niezależna? Dlaczego artyści godzą się na to wartościowanie, podporządkowanie, pozycjonowanie, ocenianie, sankcjonowanie?
Gdzie jest miejsce na wolność wyrażania się, na bunt, niezadowolenie albo niesamowitą eksplozję szczęścia?
Oczywiście można sobie zrobić, bez żadnego wsparcia, niezależną wystawę u siebie w domu albo w pracowni. Tylko po co? Skoro istnieją instytucje, które z założenia są przystosowane do tego by pokazywać i promować sztukę. Ale, sztukę jakkolwiek interpretowalną, ramową, wyselekcjonowaną, wybraną i zatwierdzoną przez kuratora lub rzeszę „znawców”.
Artysta w tym całym systemie już nie ma nic do powiedzenia. Jedyne co może zrobić to zaciskać kciuki i liczyć na łut szczęścia, że akurat tym razem zostanie wybrany, oraz starać się robić sztukę „coraz lepszą” czyli taką, która właśnie, wreszcie zostanie wybrana. W ostateczności sfrustrowany stwierdza, że sztuka jest bez sensu i porzuca ją, by „żyć normalnie” i zarabiać pieniądze.
Dlatego zastanawiam się, czy przypadkiem w tym wszystkim coś się nie zgubiło?
Czy nie zapomnieliśmy o tym, że to sztuka jest w tym wszystkim najważniejsza?
Sztuka, która oddziałuje, wnika w strukturę, porusza emocje, zmienia człowieka, dociera do niego, narusza a nie tylko „wygląda” (i nie neguję tu estetyki w sztuce, która moim zdaniem też jest ważna)?
Dlatego właśnie postanowiłam zawłaszczyć miejsce przeznaczone dla sztuki by w nim przemówić, kontestować, że w takich skostniałych instytucjach nadal można coś zrobić – zadziałać po swojemu, bez ograniczeń. Była to manifestacja niezależności – zawłaszczenie własności, wtargnięcie na teren – prawdziwa WOJNA. Wojna o niezależność sztuki, manifestacja swojej niezależności jako artysty.

 Historia z Arsenałem zaczęła się już w zeszłym roku, kiedy to dostałam zaproszenie do wzięcia udziału w wystawie, która miała odbyć się na początku 2013 roku. Była to dość ciekawa propozycja, mająca na celu ukazać proces twórczy artystek. Z chęcią chciałam wziąć w niej udział, ale na moich zasadach – wojennych. Mój proces twórczy właśnie na tym etapie przebiega w ten sposób – walczę by przetrwać, nie poddaje się, ostatkiem sił kontestuje to co dla mnie ważne, buntuję się zastałym, ograniczającym regułom, ożywiam obraz akcją. Byłam jednak skora do negocjacji i dyskusji. Niestety otrzymałam odmowę, mimo wcześniejszego zaproszenia.
Nie rozumiałam, dlaczego została ograniczona moja swoboda twórcza? Moja ekspresja i sposób wypowiedzi? Wystawa odbyła się bez mojego udziału, a słuch o niej zaginął.
I nie chodzi tutaj o „prywatną zemstę za odmowę zorganizowania wystawy w Arsenale” ale kontestację ograniczania wolności twórczej w ogóle – cenzurowania i wartościowania, któremu artyści muszą ciągle podlegać, jeśli chcą nadal tworzyć i wystawiać.
Dlaczego wciąż jest na nas wywierana presja przymusu działania inaczej niż działamy, robienia sztuki „dobrej” czyli jakiej?? Takiej, która podoba się kuratorom, wpisuje się w kanon, odnosi do tradycji, uwzniośla idee, jest estetyczna...?
Czy artysta musi spełniać konkretne warunki by galerie go zechciały? Czy galerie to instytucje, którym artysta ma podlegać i wykonywać ich zadania; czy jednak miejsca, w których artysta ma wolność kreacji?
 Gdy wtargnęłam do Arsenału manifestując wolność swojej wypowiedzi, używając zielonego koloru miesiąca listopada (który jednocześnie był jednym z dwóch kolorów biennale fotografii – mój wybór był podświadomy), myślałam głównie o tej właśnie niezależności, pragnąc przebić się przez mur niemocy i niewykonalności, niemożliwości; przeszłam przez granicę rozsądku. Nie biorąc pod uwagę wszystkich konsekwencji (np. zarzutu o niszczeni mienia – przestępstwo art. 288 k.k.) rzuciłam się do walki o wolność, o oddech, o swobodę i niezależność działania. 11. WALKA O NIEZALEŻNOŚĆ była chęcią zawłaszczenia przestrzeni galerii i danej wystawy (przez chwilę gdy nasze nazwiska pokazały się na ścianach, pod pracami – wystawa była nasza, zawłaszczona) by pokazać wolność działania artysty – za co poniosłam konsekwencje jakich się spodziewałam (doprowadzenie galerii do stanu sprzed 11. WALKI – oddanie wystawy kuratorom i artystom, których prace wiszą na tej ekspozycji). Moje wcześniejsze akcje wojenne oscylowały wokół działań agresywnych i manifestacyjnych, ale żadną z nich nie przekroczyłam granicy, żadna nie odbiła się echem, nie zbulwersowała na tyle, by ktoś poważnie zastanowił się nad sensem wojny, wojny która przecież nie jest tylko moja ale wszystkich artystów, którzy chcą funkcjonować mimo obostrzeń i systemów a jednak współpracować z instytucjami i mieć wsparcie. Jak to połączyć? Jak zmienić system? Czy moje działania ruszą w posadach sposób w jaki patrzy się na artystę i jego dziania? Czy to walka z wiatrakami? Jednak moja postawa pokazuje przede wszystkim, że bunt jest elementem sztuki i to nie bunt za przyzwoleniem – wpisujący się w odbiór sztuki, ale bunt prawdziwy wynikający z emocji, z obserwacji, jako reakcja na zastaną rzeczywistość, udowadniający, że można się przeciwstawić temu co mierzi, uwiera i męczy, taki który pozornie prowadzi do irracjonalnych zachowań. Najważniejszym jest , by się nie bać, próbować doświadczać granic możliwości – tym moim zdaniem jest sztuka – ekstremum, dotykaniem niemożliwego, szaleństwem i niezrozumieniem, czuciem. Sztuka może być wszystkim jeśli tego chcemy i jeśli w to wierzymy, nawet absurdem.


ps. Właśnie pokazał się w Formacie artykuł o WOJNIE w którym Magda Ujma pisze: „ Gdyby w jej
buncie było więcej pewności siebie, gdyby pozwoliła sobie na pokazanie najprawdziwszej energii płynącej ze złości, z frustracji, z agresji, niełatwo byłoby ją zlekceważyć.” 11. WALKA O NIEZALEŻNOŚĆ była właśnie tą akcją ,w której sobie na to pozwoliłam.











* pytanie jest parafrazą z tekstu Magdy Ujmy z artykułu „ Niegrzeczna Dziewczyna” Format nr 66.

środa, 16 października 2013



CO JEST MIARĄ SUKCESU?


  Tocząc kolejne WALKI, przeżywając je z miesiąca na miesiąc zastanawiam się czym jest dla mnie sukces tej WOJNY?
  Na to pytanie, często zadawane w wywiadach zazwyczaj odpowiadałam, że wytrwałość - tak to jest wygraną w trakcie WOJNY, ale co będzie sukcesem po niej?
Weryfikując różne myśli, analizując docierające do mnie z zewnątrz zdania, opinie czy negacje moich działań, zastanawiam się dlaczego w sztuce (albo może w sztuce w Polsce) nie mówi się o sukcesie, czy on jest traktowany pejoratywnie?
  Czy osiągnięcie sukcesu na polu sztuki jest czymś co neguje artystę? Działa przeciwko niemu?
Na każdym innym polu, ludzie dążą do sukcesu, czy to zawodowego ścigając się na oślep, czy po prostu lubiąc a nawet kochając to co robią, pragną uzyskać z tego jakąś gratyfikację; czy to na polu prywatnym szukając sukcesu w relacjach z innymi, w związkach czy pogodzeniu się z samym sobą. Sukces – czy to nie tego potrzebuje każdy człowiek? Czym jest sukces? Czy nie osiągnięciem tego czego się pragnie lub czegoś (np. pieniędzy) dzięki czemu będzie można uzyskać to czego się pragnie ?
Satysfakcja, spełnienie, zadowolenie, transgresja, pieniądze, sława, kariera– czy nie o to chodzi?


Dlaczego artyści nie mogą dążyć do sukcesu – do tego co niesie za sobą sukces?


10. WALKA Z MATERIA z pewnością była moim sukcesem. Wspaniała kadra galeryjna zarówno logistyczna jak i techniczna, pozwoliła mi zrealizować – jak to powiedział Gordian Piec z ODY w Piotrkowie Trybunalskim gdzie WALKA się odbywała – moje marzenia.
Tak – osiągnęłam niesamowitą satysfakcję na przykład dzięki przełamaniu zasad rządzących wystawiennictwem, przy pomocy instytucji; moją wizją – a dokładniej barwą (głębokim błękitem ultramarynowo – indygo) zalałam galerię, by tym kolorem i sobą samą zdestruować mój kolejny obraz. Uporczywie i z namiętnością przez ponad godzinę zbierałam ciałem farbę, by nie dopuścić jej ekspansywności na płótno, a zaraz potem na to samo płótno ją przenieść – samej unicestwić obraz.
















                                                        fot. Mariusz "Marchewa" Marchlewicz


                                                                        



Tak, czułam spełnienie i uniesienie – satysfakcję, że mi się udało.
Jednak czy ta satysfakcja była odczuwana przez innych – czy ktoś mógł z niej zaczerpnąć?
Czy to co robiłam było, dla i tak niewielu przybyłych widzów, czymś istotnym?
Wierzę, że tak; jednak nie mam przeświadczenia czy to absurdalne – jakby się mogło wydawać – a z pewnością abstrakcyjne działanie, miało sens.
Nie stoją za tym pieniądze, sława, pochlebstwa, ani prestiż.
Nie ma gratyfikacji w żadnej innej formie, niż własna, chwilowa satysfakcja.
Niestety z samej satysfakcji nie można żyć.
Nawet jak bardzo bym chciała, nie zmienię funkcjonowania mojego organizmu.
Czy nie było by sukcesem, gdyby nagle tą pracę zakupiła jakaś instytucja, doceniając moją pracę i zapewniając mi kilka kolejnych miesięcy życia?
Czy nie na tym polega sukces, by robić to co się kocha, dając przy tym coś innym, a samemu móc z tego żyć? Czy nie chodzi o to by przetrwać i czuć się dobrze, móc rozwijać się dalej?
  To truizmy, jednak myślę, że w świecie sztuki (polskiej sztuki) często się o tym zapomina, zapomina się o artyści jako człowieku, który tak samo jak inni potrzebuje uznania, zadowolenia i pieniędzy – o których jak już pisałam, w świecie sztuki się nie mówi.
  Ciężko się później dziwić, że nawet buntownicy (tu daje za przykład siebie) nie mają sił, by krzyczeć i wyszarpywać swoje. Owszem jestem buntowniczką, ale konsekwencja i wytrwałość w stanie graniczącym z głodowym, to moja główna linia obrony i ataku zarazem. Nie będę wyrywać się do walki ponad swoje siły, nie będę wypruwać sobie flaków publicznie by pokazać, że mnie na to stać – bo stać mnie, ale trwając nieustannie w napięciu WALK nie szarpię się, nie rzucam agresywnie, by nie urwać sobie nóg. Moja odwaga polega na uporczywości – będę stała do końca – to moja walka, po mojemu – będę więc trwała z kolorem jako sojusznikiem.




                                                        fot. Mariusz "Marchewa" Marchlewicz



ps. Napisałam ostatnio, że opiszę incydent (nawiązujący zresztą, do posta powyżej) z CSW w Toruniu. Było to tak: 2 dni przed wernisażem wszyscy dowiedzieliśmy się, że obcięto na i tak niewielkie honoraria o połowę. Dlaczego? Ponieważ budżet wystawy został przekroczony, i bez namysłu pod nóż w pierwszej i chyba jedynej kolejności poszli artyści: prócz gaży obcięto nam śniadania w hotelu (jakby to mogło uratować nadszarpnięty budżet?).
Każdy z artystów był tym faktem oburzony, każdy czuł się z tym źle, ale nikt nic nie robił. Było nas 10 osób (no 9 bo Iza Tarasewicz przyjechała tylko na wernisaż) i jako grupa mieliśmy większą siłę niż w pojedynkę. Ja czułam werwę walki – nie chciałam nabrać wody w usta i przemilczeć sprawy, jednak bez sensu było szarpać się samej – tracąc energię i nic nie zyskując. Tymek Borowski (który jest bardzo normalnym artystą) zasugerował mi, ze może byśmy się jednak zintegrowali i np. stworzyli protest song przygrywając na gitarze na wernisażu. Pomyślałam, wtedy że warto zintegrować grupę. Zebrać 9 osób w jednym miejscu i czasie było trudno, ale udało się w „norze” Arka Pasożyta o 20.00 odbyło się tajne spotkanie. Burza mózgów – moje buntownicze, Tymka zabawne i Jana techniczne pomysły poprzestały na tym by jednak skonsultować się z kuratorem wystawy Piotrem Lisowskim – który, mimo iż był poniekąd odpowiedzialny za obcięcie nam gaży (źle obliczył budżet) był z pewnością po naszej stronie. Przecież ta wystawa – z jego inicjatywy i pomysłu- była też o tym – o walce z instytucjonalnymi obostrzeniami i konstrukcjami.
Gdy dołączył do naszego tajnego zebrania Piotr – konstrukcja buntu zaczęła się klarować. Bystry umysł kuratora, otwartego na dzikie pomysły i bunty artystów objawił na taki pomysł: zróbcie obraz – dzieło zbiorowe, które w przyszłym roku będzie zakupione do kolekcji CSW w Toruniu a wy otrzymacie dzięki temu drugą część honorariów. Tak też zrobiliśmy.
Oto nasze dzieło, podpisane przez wszystkich:



fot. Piotr Lisowski


piątek, 4 października 2013

 

CO CI ZALEWA MÓZG?

  Rzeczywistość bywa płynna, po fakcie okazuje się, że zalała Ci mózg swoją ekspansywnością i agresywnością? 
Czasem się zdarza, że idąc wciąż przed siebie zapominamy o samych sobie.

  9. WALKA Z KONSTRUKCJĄ uświadomiła mi, że ciągle walczę z czymś zastanym, czymś co ogranicza, ze sztywnymi ramami, ale one znajdują się zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz mnie samej.
  Te - zewnętrzne sztywne konstrukcje, czasem całkiem mnie zalewają i już nic nie widzę, tylko czuję instynkt który każe mi płynąc – pokonać ten nurt, tylko dlaczego w ogóle muszę w niego wchodzić? Zanim się spostrzegę mam już tą konstrukcję w sobie – jestem nią zalana. A przecież z nią walczę.

  Gdy sprawdzałam dźwięki do mojego podziemnego performancu w CSW w Toruniu, gdy pierwszy z nich uderzył w moje bębenki i klatkę piersiową – poczułam z przerażeniem, że realizuję przerażający pomysł. Po 2 minutach wyszłam z ciemności, oparłam się o ścianę i oddychając ciężko zastawiałam się czy jestem nienormalna skoro moja głowa wymyśla takie rzeczy?
Bałam się, że ten performance jest zbyt agresywny...
  Okazało się jednak, że był on dla mnie przede wszystkim oczyszczający a ludzie wspominali go, jako coś najmocniejszego na wystawie, co odczuli całymi sobą i przeżyli „na poziomie tkankowym” własnego organizmu. Nie słyszałam negatywnych opinii. Każdego kto doświadczył tego performancu (na własną odpowiedzialność – bo taka tabliczka widniała na drzwiach prowadzących do mnie) dosięgnęła moja myśl, wizualnie i emocjonalnie. Najpierw schodziło się 2 piętra w dół po schodach, by na końcu wejść w całkowity mrok, gdy było się już w jego wnętrzu zapalało się małe strumieniowe – czerwone światło, pod którym w czarnej sukni siedziałam ja, zakładałam dźwiękoszczelne słuchawki na uszy i włączałam najmocniejszy, jaki sobie można wyobrazić mechaniczny dźwięk.
To był sposób na złamanie konstrukcji – wstrząs coś łamie. Mimo słuchawek chroniących mój słuch, przebywanie ponad godzinę w śród tak głośnych dźwięków
powoduje zmiany.


       


                                                             fot. CSW Toruń
                                                               fot. 007fff


  9. WALK Z KONSTRUKCJĄ odbywała się w Toruniu także w sferze samego obraz – nastąpiło kolejne rozliczenie z malarstwem. Za pomocą plątaniny rurek, baniaków i kranów oraz pojemnika z pleksi, unicestwiłam delikatny, błękitny obraz przedstawiający popiersie śpiącego mężczyzny (o tytule „se snu” 2011 rok) został on zalany czerwoną jak krew mazią. Piękna była i jest (obraz nadal się napełnia i prawdopodobnie zaleje całą galerię – załamie jej funkcjonalną konstrukcję) ta czerwień, żywa i świeża a za razem okrutna.


       
                                                            fot. Izabela Chamczyk
                                     fot. CSW Toruń

  Czerwień ta była także tłem dla mojego pierwszego w życiu muralu - mapy działań WOJENNYCH.


           

        


                                                            fot. CSW Toruń



Co zalewam mój mózg i czy to jest właśnie dekonstruujące stare zatwardziałe systemy, czy raczej na odwrót konstruujące coś całkiem nowego i bardzo dobrego – wybór należy do każdego.
Ja czuję, że niebawem nastąpi lepsze bo coś się przelało.
Czerwień jest mocą – moc jest ze mną!
A także z Wami – nielicznie czytającymi ten blog.


ps. zapomniałam napomknąć o małym incydencie w CSW w Toruniu: otóż przez to, iż budżet wystawy został przekroczony 2 dni przed wernisażem wszyscy artyści zostali postawieni przed faktem, iż obcięto nam honoraria. Jednak nie poddaliśmy się i zawalczyliśmy o swoje. Moja WOJNA stała się WOJNĄ wszystkich. Ale o tym w następnym wpisie.







czwartek, 5 września 2013





JAK TO ZROBIĆ?
zmiany

Ósmego sierpnia o osiemnastej w Galerii Sztuki Współczesnej w Opolu odbyła się 8.WALKA ZE ZŁYMI MYŚLAMI.
Dlaczego akurat tam zdecydowałam się walczyć ze złą energią, która czai się w zakamarkach umysłu i czasem kieruje działa artyleryjskie wprost na mnie /na nas?
Ponieważ poczułam się tam naprawdę bezpiecznie.
Galeria (piękny przestronny, nowoczesny budynek) jak i cała ekipa sprzyja swobodnemu działaniu. Myśli mają tam tor by się rozbiec, unieść i nabrać sił.
Pozytywna energia i wsparcie dają siłę do WALKI.
Walka ze złymi myślami to było wyzwanie. Gdy myśli przychodzą do głowy samoistnie, czasem uporczywie wracają i ciężko je odgonić, odwrócić zamienić. Jak je nakierować na pozytywny tor?
Performance, który zrobiłam w GSW w Opolu był bardzo znamienny – zlizywałam coś co sączyło się (kolor żółty – który ma swoje ciężkie, charakterystyczne znaczenie), a jednocześnie było elementem w instalacji rekonstruującej mój obraz i wypluwałam do ciemnej przestrzeni, gdzie moje obrazy „sojusznicze” ożywały.
Jednak nie spodziewałam się, że tak to będzie wyglądać. Gdy zobaczyłam dokumentację, zdziwiłam się. Aha, tak wygląda walka ze złymi myślami? – pomyślałam. Patrząc na to działanie wiele się dowiedziałam. Zastanawiałam się z jakimi złymi myślami ja walczę? Interpretacja należy do Was.
Jednak jedno jest pewne: zawsze w performance (jak i w malarstwie) uwydatnia się to co jest w danym momencie najważniejsze, zawsze to wydalam, wypluwam, uwidaczniam. Odczucia, nawarstwienia, przemyślenia, intuicje, wrażenia, sny. Podświadome nawiązania.
Niejednokrotnie potem sama jestem zdziwiona gdy widzę efekt.




















fot. Natalia Krawczyk, Łukasz Kropiowski, Maciej Węgrzyn.



Teraz czeka mnie 9.WALKA Z KONSTRUKCJĄ, która dekonstruować się będzie w CSW w Toruniu. Spodziewajcie się niespodziewanego!

ps. Pewnie zastanawiacie się czemu zmieniłam wizualność strony?  
    - Zmieniam konstrukcję myśli.

niedziela, 28 lipca 2013





lekkie ms2 − ms1

potajemna 7. WALKA O ODPOWIEDNIE MIEJSCE I CZAS.




   Tym razem na celowniku Łódź - WALKA odbyła się potajemnie. Bardzo mocno poczułem, że uderzanie głową w mur nie jest najlepszym rozwiązaniem. Po tym jak pani Krystyna Potocka z galerii Manhattan najpierw z chęcią przyjęła moją nietypową propozycję zrobienia wystawy na już istniejącej ekspozycji, a tuż przed akcją gdy do niej zadzwoniłam powiedziała, że ona nie chce takich działań i przecież mi odmówiła i zarzuciła mi, że wchodzę w uprawnienia kuratorskie, postanowiłam nie odpowiadać ogniem. Nie czułam sensu wnikania w dyskurs z tą instytucją i galerzystką.
Postanowiłam uderzyć na największą instytucję w mieście Łodzi – ms2.
Okazało się jednak, że w okresie wakacyjnym, gdy ludzie najwięcej podróżują i zwiedzają, ekspozycja stała w jest zamknięta. Ponieważ tym razem postanowiłam zawalczyć O ODPOWIEDNIE MIEJSCE I CZAS, czyli o pokazanie swojej sztuki wśród najlepszych, ważnym dla mnie było by zadziałać właśnie na ekspozycji stałej.

  Wiadomo, że w ludzkim życiu dużą rolę odgrywa przypadek, jednak każdy podejmuje próby by wstrzelić się w odpowiednim czasie w odpowiednie miejsce, poznać odpowiednich ludzi – każdy próbuje pomóc szczęściu, znaleźć najlepszy czas dla siebie. Zaprezentowanie swojej sztuki z takim sławami jak Władysław Strzemiński, Henryk Stażewski, Katarzyna Kobro, Karol Hiller czy Moniką Sosonowską, Julitą Wójcik, Grupą Tworzywo… z pewnością musi wspomóc dobrą energię i sprowokować pozytywny bieg wydarzeń. Znalezienie się w odpowiednim gronie, w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie decyduje o tym, jakie są dalsze losy artysty i jego sztuki, jak rozwija się jego kariera. Dlatego właśnie wybrałam galerię ms2 w Łodzi.
 Gdy jednak okazało się, że dostęp do najważniejszych nazwisk w ms2, z którymi chciałam się wystawić, jest zamknięty – obrałam filię galerii MS - ms1:











fot. Norbert Trzeciak





Bardzo ciekawym zbiegiem okoliczności było to, że akurat w tym miejscu, prócz ekspozycji stałej odbywa się właśnie wystawa czasowa Cezarego Bodzianowskiego, artysty który łamie konwencje, działa partyzantko i wiele lat bez wsparcia, robił i nadal robi sztukę minimalistyczną a zarazem buntowniczą i graniczącą z absurdem, sztukę tak bardzo bliską mojemu sposobowi myślenia. Myślę, że fenomenalnym jest też to, że jego akcje – dokładnie tak jak moja WALKA w Łodzi bazują na dokumentacji – nabierają znaczenia po dokonaniu się, wnikają w sztywną strukturę świata sztuki i rozbijają ją powoli od środka – taka też była moja łódzka akcja. Co ciekawe wykorzystałam w niej także sztukę Bodzianowskiego:








fot. Norbert Trzeciak


  Po tej WALCE, gdy potajemnie wtargnęłam do galerii, pokazałam tam swój obraz (z kolorem miesiąca) wśród najlepszych, gdy nie czułam, że ktokolwiek musi o tym wiedzieć - żadnej presji; doświadczyłam lekkości. 








 

sobota, 29 czerwca 2013

WOLNOŚĆ i PRZESTRZEŃ




WOLNOŚĆ.

Zrobiłam kolejny krok.
Po kilku miesiącach rozmów i negocjacji z kuratorką w BWA w Katowicach w ostatniej chwili okazało się, że moje działanie nie może się odbyć.
Nie poddałam się.
Pojechałam do galerii na własny kosz i mimo niezgody dyrektora, kuratorki i artystów zawalczyłam O PRZESTRZEŃ.
Była to walka o przestrzeń nie tylko fizyczną ale i przestrzeń umysłu.
Wymagało to odwagi i samozaparcia.
Nie wiedziałam co może się wydarzyć, po prostu chciałam złamać schemat działań – wystawa w ustalonym terminie - odbyła się - zakończyła się - nic się nie wydarzyło.... Tym razem wydarzyło się. Przekroczyłam granicę, pokonałam strach, zadziałałam kolorem.
Poczułam wolność, tam właśnie jest przestrzeń do działań. Wiele satysfakcji przynosi taka rebeliancka akcja, poczułam, zew. Naprawdę w polskich galeriach wszytko wolno? Tym razem udało się.
14 go czerwca w galerii BWA w Katowicach odbyła się 6. WALKA O PRZESTRZEŃ:

                              


Wsparcie nastąpiło z zewnątrz, na akcję licznie przybyli i wspierali mnie technicznie studenci i absolwenci ASP w Katowicach: Weronika Twardowska, Rafał Piekut, Paweł Czartoryjski, Paweł Szeibel, Przemek Jeżmirski – główny operator, którym serdecznie dziękuję.
Dziękuję także za wsparcie Bartoszowi Kokosińskiemu
Byli oni większością publiczności, która przyszła na finisaż znanej przecież grupy artystycznej Otwarta Pracownia. Poza nimi do galerii przybyło może 15 osób?
Tak szacowna instytucja jaką jest BWA w Katowicach, w której na zrobienie wystawy trzeba czekać ponad rok, ma zasięg bardzo lokalny. Może gdyby przestała istnieć nikt by nie zauważył?
Jednak na Obiegu ukazała się wspaniała dokumentacja z finisażu, na której nie uwzględniono mojego działania. Czyżby buntownicy byli eliminowani? Czy liczy się tylko to co zaplanowane i ustane z galeriami? Reszta sztuki nie istnieje…?

Dzięki tej akcji, wiele się dowiedziałam, wiele przemyślałam.
Jaki będzie następny krok?